Pozwolę sobie zmieścić link do zdjęć z Walencji bo póki co nie udało mi się zrobić takich ładnych
http://sipiera.blogspot.com/2010/04/walencja-miasto-pachnace-pomarancza.html
Gdy teraz o tym pomyślę, sama nie mogę wyjść z podziwu dla swojej krzepy. Po wszystkich przygodach wynikających ze znalezienia właściwej ulicy postanowiłam zasmakować jeszcze tego samego dnia odrobinę uciech towarzyskich. Cała historię dotyczącą odnalezienia mieszkania pominę, wspomnę tylko, że gdy po tysięcznym obejściu całej okolicy w końcu natrafiłam na odpowiednią nie zostałam wpuszczona. Musiałam najeść się trochę strachu ale też innych rzeczy, np. orzechów w czekoladzie, bagietki i tortilli a miałam na to jakieś 2,5 godziny. Gdy w końcu się dostałam do środka nabrałam trochę sił podczas wieczornej drzemki. Następnie umówiłam się na kręgle, gdzie resztki energii spożytkowałam na rzucanie 11kg kulą.
Było miło, poznałam paru erasmusów z Polski, głownie z Krakowa.. ale nie tylko.
Wypiłam piwo, wylałam piwo i wróciłam do domu.



"Musiałam najeść się trochę strachu ale też innych rzeczy, np. orzechów w czekoladzie, bagietki i tortilli a miałam na to jakieś 2,5 godziny" > to moje ulubione zdanie.
OdpowiedzUsuń